the waterboys – too close to heaven (live)

20 listopada 2015

jest mi smutno i jestem zmęczony

(patrzyłem się dwie godziny w ten napis słuchając tytułowego utworu)

Jot

.

12 maja 2014

I see the world
Feel the chill
Which way to go
Windowsill
I see the words

On a rocking horse of time
I see the birds in the rain
Oh dear dad
Can you see me now
I am myself

Like you somehow
I’ll ride the wave
Where it takes me
I’ll hold the pain
Release me

Oh dear dad
Can you see me now
I am myself
Like you somehow

I’ll wait up in the dark
For you to speak to me
I’ll open up
Release me
Release me
Release me
Release me

april’s fool

23 kwietnia 2014

jeff buckley – grace
pieprzony kwiecień
coś się kończy, coś zaczyna
mam tylko 5 minut 22 sek

by uciec w sen

ciągle ten sam, ja

evidence of autumn

13 października 2013

Ten utwór kojarzy mi się z jesienią. W wersji na dwa fortepiany od Kaczkowskiego. Niezdobywalny, bezpowrotnie stracony przez zagubienie niebieskiej kasety.

11:36 Niedziela 13.10.2013

Wracają. A może już są? Stare, nazwane już milion razy, strachy. Takie, które niszczą wszystko. Takie, które rozpieprzają wiarę w siebie. Wstyd, który temu towarzyszy, paraliżuje mnie.

Boje się ogromnie, że kątem oka to zobaczysz. A potem uśmiechniesz się smutno i pójdziesz w inną stronę. I chyba nie będę miał Ci tego za złe. Boje się ogromnie, że ukradnę, kawałek po kawałku, to całe cudowne uczucie, które masz dla mnie. Wykorzystam je by balansować na granicy szczęścia i totalnego zapomnienia. Kluczowym słowem jest tutaj ‚wykorzystam’. Nie podniosę w ten sposób Ciebie…nie podniosę siebie.

Jak mam dawać szczęście skoro tak trudno mi być szczęśliwym ze sobą? Strzępki pozytywnych emocji, które rozdaje na prawo i lewo to jakaś reminiscencja czegoś, czego dawno we mnie nie ma. Kiedy do jasnej cholery to straciłem? Dlaczego pozwoliłem by mi to zabrano? Sam to wyrzuciłem? Dlaczego tak bardzo mi tego brakuje? Dlaczego się tak bardzo na tym skupiam, zamiast cieszyć się, że od czasu do czasu świeci słońce?

Dlaczego w ogóle ciągle marnuje czas i piszę na tym głupim blogu?

nothingman

29 września 2013

„And he who forgets…will be destined to remember…”

30 czerwca 2013

Słychać szum trzech dużych drzew. Lipa, lipa i kasztan. Ciągle tak samo majestatyczne, lekko przechylone. Pachnie skoszoną trawą. W ustach język bawi się żółtą i twardą pestką. Kieszenie są pełne czereśni, które zerwałem 15 metrów stąd. Niedługo zrobi się ciemno i pogapię się w gwiazdy szukając satelit i samolotów. Tymczasem czytam Hawkinga i niewysłane listy. Miesza mi się w głowie teoria o czarnych dziurach z teorią o moim kochaniu. Zamykam oczy i wsłuchuję się w szczekanie jakiegoś psa, samochody przecinające Siedlce i śpiew ptaków.

Oddałbym całe swoje życie by ktoś usiadł na tym balkonie ze mną i posłuchał tych dzwięków i czuł ten sam spokój. By przynajmniej jedna osoba zrozumiała dlaczego uciekam od lat w to miejsce.

***

W słuchawkach National… W ustach lody waniliowe polane ciepłymi malinami. Krople deszczu odznaczają się na tle światła ulicznej lampy, która tu stoi. Jest przyjemnie chłodno. Od czasu do czasu pojawia się gęsia skórka i mam dreszcze. Odpowiednia temperatura? Emocje? Muzyka? Wspomnienie?

***

Siedzę gdzieś w jakimś lesie w samochodzie. Jest ciemno i głośno. Jestem kierowcą i czekam na nich. Słucham Trójki i wybijam rytm na kierownicy. Typowo. Wzrokiem przemierzam labirynt z kropel na przedniej szybie. Chyba nie chcę tu być. W tym miejscu i czasie. W tej czasoprzestrzeni zdarzeń. Mam jej dość. Tak bardzo mam jej dość. Schowam się w Tobie na chwilę. Sekundę. Ułamek sekundy. Nanosekundę. To mniej niż mgnienie. Na peryferiach zdarzeń będą się ważyć miraże. Nawet nie zauważysz, że byłem. Trzymałem Cię za dłoń i zniknąłem. Zanim receptory dotyku (to były jakieś ciałka dotykowe Meissnera – i nie mam pojęcia dlaczego to pamiętam z lekcji biologii) zdążą wysłać impuls do odpowiedniej części mózgu. To tak jakbym był i zarazem mnie nie było. Kwantowy Jakub.

***

Jestem u siebie w starym nowym pokoju. Ciągle pachnie farbą. Piję herbatę. Patrzę na ten stary plakat z 19nastych urodzin. W słuchawkach „Oceansize – Long Forgotten” Znalazłem „November”. Jest 3:41. Oddycham spokojnie. Mam milion pytań. Milion opowieści. Uśmiecham się tak mocno aż łzy napłyną mi do oczu. Znowu mam dreszcze.

Jot

how does it feel

27 czerwca 2013

if love had a sound, this would be that sound. love. love, we would be the band to play it. my ghetto butterfly flew away from me, i wait patiently. by windows and doorsteps, play make believe as my tears pour to my chest. won’t succeed to breathe if not the hear of you. surely there hasn’t never been a shade so blue. a stank attitude, so not mad at you. not a magnitude to encompass the latitude of my love for you. no space or time compatible. what do i have to do. what do i have to do. my friends say i got it bad for you. i do. but there’s nothing in this world i would rather do, but you.

hey, i want to make love to your existence. drenched in the colors of your energy, then masturbate to the memories. i wanna lose myself inside yourself. until you find me, confine me, to the freedom, of your prison. exist in the same space, same time. combine. until your thoughts slow grind with mine.combine. until your thoughts slow grind with mine. combine. until your thoughts slow grind with mine.

my, i want to drink the sweat off your intellect. reflect, and watch your light passion off my neck. caress the sight of your presence with no question. undress, to the nakedness of love, pure love. i want to make love to my soul mate. my soul mate. make love to my soul mate. my soul mate. make love to my soul mate. shit.

i wonder how does it feel to make love to your soul mate. kind of like writing poetry till climax. till the point and place where our space and time match, and we, cross divine paths. tell me would you like that. how would like that. tell me would you like that. now would you like that. tell me would you like that. would you like that. tell me.

i wanna love you more than madly. wrap these legs, around your words. until your speech is straddled deep, gladly. swim the currents of your vibrations. be separate and one. with the same meditation. with the same meditation. this is poetry.

___

Walcz idioto. Raz w życiu…

lato

23 czerwca 2013

http://www.youtube.com/watch?v=RaqG6yfklVc || Rhye – One of Those Summer Days

Leniwa rzeka przepływa przez gorące miasto. Jeden most, drugi, trzeci. Można ich prawie dotknąć i poczuć chłód wielkiej konstrukcji. Zapach wody miesza się z zapachem skóry. Smak pozostaje na ustach. Wie o tym język. Wiem o tym ja. To tylko czereśnie, truskawki, ananas… W owsiance pływa poranny uśmiech, który ktoś namalował pastą na lustrze w łazience. Krzywe i proste linie opisane opuszkami palców wyznaczają horyzont zdarzeń. Na piechotę przekraczam granicę z przepustką w formie niebieskich oczu. Jest ciepło więc wódka musi być lodowata. A potem i tak przychodzą dreszcze. Prawie w ogóle nie tańczę bo zapominam kroków.Wysilam się intelektualnie by zrozumieć. Zamykam oczy. Oddycham spokojnie czując lekki niepokój. Otwieram kilka starych drzwi nowymi kluczami. Pamiętają mnie tam w środku? Zaglądam ale nie wchodzę. Po chwili obracam się w drugą stronę i mocno się uśmiecham. Przecież nikt nie widzi…

21 czerwca 2013

If you’d seen the naked dream
I had of you
Would you care?
And would you now come through?

Take me far away
My wiles and mind can’t beat a dream of death today
Hard to get by
When what greets my eye takes my breath away

In my dream you are around the stars
I watched your walls all fall away
You were bare of thoughts; we were to part
And we stayed that way

Some try to hide
Because they lied
They were not true
And they were afraid

They refuse to see
Or be free, be one to gods, they prayed
Cryin’, save me, save me!
Save me, save me, save me!
I’ll save you; can I spend you?

And now this naked dream
I had of you
And will you care?
And will you now come through?

Take me far away
My miles and mind can’t beat a dream of death today
Hard to get by
When what greets my eye takes my breath away

Cryin’, save me, save me, save me!
I’ll save you; can I spend you?

***

It’s like ten thousand spoons when all you need is a knife

pink floyd – time

18 czerwca 2013

Uwielbiam ten moment gdy zegary przestają tykać i wszystkie zaczynają dzwonić. Kojarzy mi się to z dzieciństwem. Budziły mnie w każdą sobotę. Ojciec mnie nimi budził. Niczym Artur Orzech w Programie 3 Polskiego Radia, który kiedyś powiedział, że „będzie dotąd puszczał słuchaczom piosenkę, która im się nie podoba, aż ją pokochają”. Potem zegary przestają i zaczyna się miarowe tykanie i jakby bicie serca. Czekam na ten odgłos syntezatora/gitary czy co to tam jest a potem perkusję. Po pierwszym uderzeniu mam gęsią skórkę i szeroko się uśmiecham. Zawsze. Od kilkunastu lat. To jest jedna z tych rzeczy, których nikt nigdy mi nie zabierze…

Uwielbiam ten moment, gdy włączam The Dark Side Of The Moon, zakładam słuchawki, zamykam oczy i nie ma mnie na idealne 43 minuty dla nikogo. A tak naprawdę to jestem ze wszystkimi…

Uwielbiam ten moment gdy dociera do mnie, że czas to pojęcie względne i nie ma żadnego znaczenia. „Sun is the same in relative way, but you’re older. Shorter of breath and one day closer to death.” Rozciągam go i zgniatam jak ciasto. Jestem w wielu czasoprzestrzeniach jednocześnie. Tych smutnych i tych wesołych. Tutaj nie mam obaw i zahamowań…są tylko pragnienia.

Tylko, że zabroniłem sobie przenosić „tutaj” tam… Ciągle się zastanawiam czy słusznie.


  • RSS